Jeżeli śledzicie mojego bloga od jakiegoś czasu albo przeczytaliście stronę “O autorze”, wiecie, że współtworzyłem audycję o muzyce japońskiej. Gdy zaczynaliśmy z moim przyjacielem pracę nad “Shinkansenem” mieliśmy już pewną wiedzę o muzyce japońskiej – interesowaliśmy się tym rynkiem od jakiegoś czasu. Ale fakt, że musieliśmy co tydzień (mniej więcej) przedstawiać nowego wykonawce zmusił nas do muzycznych poszukiwań. Przez 59 naszych programów przewinęli sie rozmaici wykonawcy, reprezentujący różne style muzyki. Był hip-hop, rock, reggae, był też jazz. Angela Aki jest właśnie efektem moich poszukiwań jazzowych muzyków z kraju kwitnącej wiśni.
Tu drobna dygresja. Generalnie są dwie szkoły – nazwijmy je “ekskluzywną” i “inkluzywną”. Ta pierwsza narzuca bardzo konkretne reguły przynależności do gatunku jakim jest jazz. Ta druga, coż, zakłada, że jazzem jest wszystko to, co uznamy za jazz. Od razu zastrzegam, że ja jestem zwolennikiem tej drugiej.
Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że w zależności od podejścia Angelę Aki można zaliczyć do jazzu bądź też nie. My w każdym razie przestawiliśmy ją w audycji o jazzie i uważam, że nie była to zła decyzja. Nawet, jeżeli w jej twórczości znaleźć można również wycieczki w stronę popu.

Naprawdę nazywa się Kiyomi Aki. Urodziła się 15 września 1977 roku w Itano, w prefekturze Tokushima. Jej ojciec jest właścicielem jednej z czterech największych w Japonii szkół angielskiego – AEON Institute of Language Education. Jej matka jest amerykanką włoskiego pochodzenia. Jej specyficzną (i bardzo interesująca, moim zdaniem), jak na Japonkę, uroda jest właśnie zasługą tak specyficznej mieszanki genów.

Do piętnastego roku życia mieszkała i uczyła się w Japonii, potem przeniosła się na Hawaje, gdzie skończyła szkołę średnią. Studia skończyła w Waszyngtonie, uzyskując tytuł magistra nauk politycznych. Można więc powiedzieć, że już w młodym wieku zobaczyła kawałek świata i poznała różne, ale jakże wpływające na siebie kultury – japońską i amerykańską.

Na pianinie zaczęła się uczyć grać w wieku lat trzech. Jednak decyzję o rozpoczęciu kariery muzycznej podjęła dopiero po tym, jak wybrała się na koncert Sarah MacLachlan. Podczas pobytu w Stanach nagrała album indie zatytułowany “These Words”, który spotkał się z pozytywnym odbiorem krytyków.

Prawdziwą karierę zrobiła jednak w ojczyźnie. Po powrocie do Japonii komponowała, grała w klubach i nagrywała demówki. W końcu udało jej się wydać mini-album “One”, który stał się na tyle popularny, że przykuł uwagę Nobuo Uematsu – znanego kompozytora muzyki do gier komputerowych. Ten zaproponował jej zaśpiewanie piosenki do jednej z gier z serii Final Fantasy. I tak to się zaczęło…

O jej determinacji w osiągnięciu sukcesu niech świadczy fakt, że gdy przybyła do Japonii w 2003 roku i wybrała się na koncert gwiazdy j-pop Shiiny Ringo (i na nią też przyjdzie pora na łamach tego bloga :D ) w Nippon Budokan (najbardziej znana hala koncertowa w Japonii), obiecała sobie, że w ciągu trzech lat też zagra tam koncert. Koncert Ringo miał miejsce 27 września 2003 roku. Angela pomyliła się o 3 miesiące. 26 grudnia 2006 roku zagrała w Budokan piękny koncert.

Oto fragment tego koncertu (a przy okazji mój ulubiony utwór Aki):

Piosenka nazywa się “Rain” i chodzi ostatnio za mną non-stop. Ma w sobie te elementy, które uwielbiam. Piękny, ciepły głos i fortepian. Co więcej do szczęścia potrzeba miłośnikowi muzyki?

Mam cztery płyty Angeli Aki – “One” (2005), “Home” (2006), “Today” (2007) i “Answer” (2009). I każdą polecam z czystym sumieniem każdemu komu do gustu przypadła, na przykład, Norah Jones. Fakt, Angela ma więcej popowych kawałków. Te są raczej średnie. Ale, gdy zbliża się bardziej do jazzu i spokojniejszych rytmów – jest bosko.

Na koniec jeszcze jedna próbka jej umiejętności: