Swoje muzyczne poszukiwania prowadzę nieustannie. Ciagle staram się znajdować nowych, ciekawych i nieznanych wykonawców. Jednym z moich ostatnich odkryć jest właśnie Kina Grannis.

Wpadłem na nią robiąc reserach do postu o kołysankach. Pisałem w nim o jednym z moich ulubionych japońskich utworów -“Ue wo muite arukou”, znanym również jako “Sukiyaki song”. Przekopałem YouTube w poszukiwaniu różnych wersji tego utworu i w pewnym momencie trafiłem na:

Prawda, że ładny cover? Wykonawczyni też niczego sobie :) Tak mi się tak wersja spodobała, że zacząłem szperać w necie z zamiarem dowiedzenia się czego o tej dziewczynie. Niech jako wstęp do opowieści o niej posłuży film, który jest zamieszczony na jej profilu na YouTube:

Tak jest dziewczęta i chłopcy – Kina jest kolejnym produktem marketingu szeptanego. Nie pierwszym – to fakt. Przed nią w podobny sposób wybiłą się Colbie Caillat, znana z przeboju “Bubbly”. O ile jednak Caillat jakoś mnie nie porażała swoim talentem, o tyle mój podziw dla Kiny rósł z utworu na utwór.

Nie jest łatwo śpiewać wyłącznie w akompaniamencie gitary. Zwłaszcza, jeżeli samemu się na niej gra. Wie o tym każdy, kto kiedykolwiek tego próbował. A Kina najwyrażniej nie ma z tym problemów. Ale nie tylko w technice leży źródło mojego podziwu dla tej młodej (młodszej ode mnie o rok :D ) dziewczyny.

Najbardziej podziwiam jej talent do pisania utworów. Na jej kanale na YouTube jest ich już całkiem spora baza – 42 oryginalne kompozycje. Większość z nich trafiła również na 3 albumy, które jak dotąd wydała Kina (czwarty już w drodze!). Znajdziecie tam zarówno utwory mniej poważne (jak chociażby “Gotta Dig” – piosenka poświęcona serwisowi Digg.com), jak i bardziej dojrzałe (“Goodnight”, “Give Me Back”, “Message from your heart”).

Kina została już doceniona przez szerszą publiczność w USA. Utwór “Message from your heart” wygrał konkurs organizowany producenta chipsów i został wyemitowany podczas finału Super Bowl (co jest nie lada wyczynem). Dwa jej utwory (“Our to Keep” i “Walking Away”) zostały wyemitowane w serialu “General Hospital”.

A mnie najbardziej urzeka to, że pomimo tych wszystkich osiągnięć ta dziewczyna raz w tygodniu siada przed kamerą internetową i nagrywa w swoim domu kolejny utwór. Przy okazji rozmawiając z fanami, opowiadając o swoim życiu i, co chyba najważniejsze, świetnie się przy tym bawiąc. Zdecydowanie bardziej wolę taki kontakt z artystą niż tylko słuchanie albumów.

Zachęcam Wam do zapoznania się z muzyką Kiny Grannis. Wejdźcie na jej stronę, poczytajcie jej bloga, śledzcie jej kanał na YouTube. Moim zdaniem naprawdę warto.

A na koniec jeszcze jedna próbka jej możliwości:

Aha i jeszcze jedno. Ktoś z Was może powiedzieć, że Kina jest tylko kolejnym wytworem marketingu. Niech i tak będzie. Ale nie stoją za nią wielkie pieniądze, tylko ogromna rzesza fanów, który promują ją jak mogą. A taką charyzmę należy szanować. Przynajmniej moim zdaniem.